czubatka dworska (dworka)

 Polskie rasy kur

czubatka polska brodata
czubatka polska bezbroda

Kury czubate świata

Stowarzyszenie

biuletyny

Dział hodowlany

weterynarz radzi

Wzorce rasowe

czubatka polska
Aktualny numer Woliery

   

    Wystawa Klubu Kur Czubatych i Jedwabistych w Worth


     Do Worth nad Renem, położonym 10 km od francuskiej granicy jechałem jak zwykle na tego typu wystawę klubową kur czubatych i jedwabistych z pewnym niepokojem. Tym bardziej, że w ubiegłym roku wystawa, w związku z ptasią grypą nie odbyła się. Co w ciągu dwóch lat zmieniło się w czubatkowym światku, jaki są nowe trendy?

    Od kilku lat jakie jeden z bardzo nielicznych Polaków, a może nawet jako jedyne staram się uczestniczyć czynnie w dwóch lub trzech zagranicznych wystawach. Zawsze wybieram spotkanie klubowe, następnie jedną z dużych wystaw Niemieckich, najczęściej w Lipsku, bo najbliżej naszej granicy, czasami też zapędzi mnie na wystawę międzynarodową do Holandii lub Belgii, Czech. Dlaczego wiozę swoje ptaki często ponad tysiąc kilometrów nie licząc się z dużymi kosztami i znaczną uciążliwością takiej wyprawy? Odpowiedź jest banalna i zawiera się w pytaniu: jak w konfrontacji z europejskimi hodowcami wypadają nasze krajowe czubatki polskie? Chcąc prowadzić hodowlę na wysokim poziomie należy ciągle trzymać rękę na pulsie i poddawać się nieustannej konfrontacji z najlepszymi europejskimi hodowcami. Ileż to razy byłem przekonany o wybitnym poziomie swoich czubatek, by tam na miejscu przekonać się, że tam, w paszczy lwa, te niby doskonałe kurki są takie sobie. Tam też wśród najwybitniejszych hodowców mam możliwość czegoś się nauczyć, kupić materiał hodowlany. W tym roku po raz pierwszy to moi zagraniczni przyjaciele prosili mnie o przywiezienie moich czubatek na wymianę. Ten fakt sprawił mi ogromną radość. Widocznie uznali mnie za godnego partnera i docenili moją pracę hodowlaną. Nie bez znaczenia jest też w ich przypadku ciekawość – co też ten Polak kombinuje?

    Przekonałem się jednak, że zostać zaakceptowanym trzeba zacząć nie od machania szabelką jacy to jesteśmy pokrzywdzeni przez świat, ile to nam Niemcu ukradli narodowych ras, tylko od pokazania swojej siły poprzez argumenty. Ze słabymi nikt się nie liczy. Chcąc być zauważonym trzeba pokazać swoją siłę. Dopiero w takim przypadku jest możliwość przeistoczenia się z gościa w równego sobie partnera. Wielokrotnie któryś z hodowców mówił do mnie: pracuje u mnie Waldek czy Tadek, bardzo dobrze wytynkowali mi dom, pochodzą chyba spod Warszawy, może ich znasz? Ze szczerą satysfakcją odpowiadałem, że wielu Niemców korzysta z usług mojej firmy, drukarni i też są bardzo zadowoleni. Poza tym to ja daję pracę firmom niemieckim jako podwykonawcom zamawiając u jakieś usługi lub materiały.

    No, no, Polak zatrudniający Niemców…

    Wróćmy jednak do Worh.

    Zawsze wydawało mi się, że tylko Polska to dziwny kraj. A tu okazało się, że w Niemczech dzieją się równie emocjonujące rzeczy. Jeżeli można było zrozumieć ubiegłoroczną panikę to jak sobie wytłumaczyć, na przykład, fakt, że w tym sezonie miejscowy weterynarz zadecydował, iż na wystawie mogą wystawiać tylko Niemcy. Podobno dlatego aby „zachęcić” Holendrów, Belgów i Polaków do wzięcia udziału w Wystawie Europejskiej w Lipsku. A czy pomyślał o tym, że pozbawia przez to możliwości konfrontacji swoich dokonań hodowlanych hodowców z różnych krajów? Pewnie nie. Ale na takie bzdurne zarządzenia znalazły się sposoby. Podobnie niezrozumiała była decyzja nie wyrażenia zgody na zorganizowanie giełdy na terenie wystawy. Oczywiście potrzeba jest matką wynalazków i hodowcy handlowali ptakami bezpośrednio z…samochodów. Wypisz wymaluj w taki samo sposób handlowaliśmy my w poprzednim roku, gdy nam pozamykano w Polsce oficjalne giełdy. Okazuje się, że urzędasy na całym świecie są tacy sami. A i sposoby na ominięcie ich chorych decyzji są również uniwersalne.

     Co nowego wydarzyło się w ciągu minionych dwóch lat? Daje się wyraźnie zauważyć dwa zasadnicze kierunki.

     Po pierwsze dalsza miniaturyzacja zwierząt. Standard czubatek karłowatych podaje wagę koguta od 0,8 do 0,9 kg, a kurki od 0,7 do 0,8 kg. W rzeczywistości spotykane zwierzęta w zagrodach mają dużo wyższą masę ciała. Kilku hodowców pokazało w Worth czubatki niewiele większe od dużych gołębi. Oczywiście takie egzemplarze to na razie wyjątki. Ten jednak trend jest wyraźnie zauważalny.  

    Po drugie kształt czuba. Dzisiaj czym większy czub tym… gorzej, co jest w stosunku do dotychczasowych wysiłków hodowlanych krokiem w tył. W naszym kraju dominuje nadal tendencja do jego zwiększania. Kilkanaście lat temu w Krajach Europy Zachodniej przetoczyła się wielka dyskusja na temat wielkości i kształtu czuba. Środowisko ekologów ale też i sami hodowcy zaczęli coraz większą uwagę przywiązywać do zdrowia ptaków. A wiadomo czym większa czapka na głowie tym większe trudności z utrzymaniem higieny i podwyższona podatność na choroby oczu i dróg oddechowych. Z jednej strony mamy do czynienia z próżnością hodowców chcących poszczycić się okazałymi potężnymi czubami, a z drugiej ptak który praktycznie nic nie widzi, a przez to jest w gruncie rzeczy upośledzony. Obecnie sędziowie preferują czuby w postaci zwartej, zbitej możliwie okrągłej kuli. I co najważniejsze – ptak musi swobodnie widzieć zarówno do przodu jak na boki.

    Innym zupełnie zagadnieniem są nowe odmiany barwne oraz rasy kur, które są pokazywane przy okazji tego typu wystaw klubowych. Jest to jedyne miejsce gdzie można pokazać swoje eksperymentalne egzemplarze i ujawnić nad czy się obecnie pracuje w zaciszu swoich kurników. Na dużych wystawach jest nie możliwe bo można na nich wystawiać jedynie ptaki zatwierdzone w katalogu ras niemieckich czy europejskich.

    Hans Ringnalda, zaprzyjaźniony z nami Holender, który napisał już kilka artykułów dla Woliery, autor drukowanej przez moją firmę ksiązki o kurach jedwabistych po raz kolejny chwalił się swoimi karzełkami birmańskimi. Przypomnijmy, że rasa ta wyginęła kilkadziesiąt lat temu. I to właśnie Hans doprowadził do jej ponownego odtworzenia. Ringnalda pokazał także kilka nowych odmian barwnych jego ulubienic czyli kur jedwabistych. Moją uwagę zwróciła szczególnie odmiana ciekawie nazwana „łaciata krowa”. Podobne ubarwienie mają egzemplarze typu splesh, które są efektem kojarzenia niebieski x niebieski. To jednak – takie dostałem zapewnienie – nie jest splesh lecz utrwalony już kolor. Warto tu podkreślić pewien element zabawy z podtekstem  patriotycznym. Krowa w biało czarne łaty to przecież typowa „holenderka”.

    Marzeniem wielu hodowców na cały świecie jest wyhodowanie jeżeli nie nowych ras to przynajmniej nowych odmian barwnych. I na pewno w klubach toczą się dyskusje czy warto?

Jeszcze nie tak dawno Frank Peschke,  szef niemieckiego klubu miniaturowych kur czubatych (paduaner) i jedwabistych przekonywał mnie, że lepiej poświęcić swój czas i energię na perfekcyjne doskonalenie tego co już zostało stworzone, a nie pchanie się w nieznane, a zwłaszcza przez niedoświadczonych lub kiepskich hodowców, którzy chcą dzięki temu zaistnieć. Wielokrotnie polemizowałem z Frankiem na ten temat. W każdej społeczności bowiem zawsze trafi się trochę niespokojnych duchów, których denerwuje rutyna i ciągle coś ich tam gdzieś gna do przodu. Tak się składa, że na kilku zagranicznych wystawach uzyskałem już jakie takie wyniki i w pewnym momencie uznałem, że warto byłoby powąchać czegoś nowego. Może rok temu czułem się jak filip z konopi. Jako jeden z pierwszych w Europie mam swoim kurniku białoczuby czekoladowe wyklute z jajek otrzymanych ze Stanów oraz odchowanych z kurek otrzymanych w prezencie od Holendra Luuka Hansa. Zacząłem też kombinować z odmianą dziką oraz bursztynową (nazywaną w Niemczech kenfarbig).

Ostatnio zająłem się stworzeniem odmiany brodatej czysto żółtej, beżowej (nazywanej często khaki) oraz czerwonej. Efekty mojej pracy można obejrzeć na załączonych zdjęciach.

    W tym roku właśnie w Worth spotkałem niespodziewanie dużego sojusznika – Udo Weidmana. Okazuje się, że on również pracuje na odmianą dziką czubatki polskiej (paduaner) oraz ma już znaczące efektu w wyhodowaniu odmiany czerwonej niebiesko obrzeżonej (przypomina, że obecnie istnieje piękna kurka łuskowana czerwona czarno obrzeżona). To Udo poprosił mnie o stadko czubatek bursztynowych. Obiecałem mu je w kwietniu.

     Jak zwykle na tego typu klubowych wystawach panowała rodzinna atmosfera. Niezbyt przeszkadzała wszystkim bariera językowa. Skutecznie ją zresztą minimalizowała Pani Małgorzata, mama Dawida Szikory,  młodego członka Klubu Czubatki Polskiej, który właśnie zaczyna swoją przygodę z czubatkami staropolskimi. W Worth spotkaliśmy grupę Węgrów, z którymi ucieliśmy sobie miłą pogawędkę.

     Tegoroczne swoje „sukcesy” hodowlane wolę pominąć milczeniem. Musiałem popełnić jakieś potężne błędy żywieniowe bo moje kurki dopiero na przełomie listopada i grudnia są w pełni pierzenia. Z całą pewnością nie dojrzeją do wystawy w Lipsku, na którą bardzo liczyłem. Pewnie trochę, jak zwykle przesadzam, przyzwyczajony do championów punktację w granicach 93 – 95 punktów uznaję za porażkę. Trochę „poprawił” mi się humor gdy dowiedziałem się, że czarne kurki mojego mistrza Franka Peschke zostały ocenione jeszcze gorzej.  Obaj pocieszaliśmy się niskim poziomem sędziowania. Doszliśmy do wniosku, żeby nie za bardzo podniecać się tymi „wyścigami”, najważniejsze jest to aby cieszyć się samymi ptakami. Przecież dobrze o obydwaj wiemy, że mamy dobre ptaki. I to jest najważniejsze. Nie wiem czy to Franka do końca pocieszyło. Mnie zresztą też.

    Ach te męskie ambicje…